Nie dla Rospudy
Lipiec i pierwsze 15 dni sierpnia były okresem przygotowań, zbierania funduszy, sponsorów, patronatu medialnego, pisania 300 maili (w większości bez odpowiedzi, a jak!), kupowania sprzętu, rezerwacji, dzwonienia et cetera. W międzyczasie intensywne dwa tygodnie latania po Polsce, pokazywanie kraju zrzędliwej i naburmuszonej koleżance. Potem wizyta kuzynki i jej nowopoślubionego małżonka - to już znacznie przyjemniejszy akcent, ale i tak z powodu zaabsorbowania wyprawą nie mogłem w pełni enjoy.

Dzisiaj wydaje się, że wszystko zapięte jest na ostatni guzik, choć nie wątpię, że zapomnieliśmy o dziesiątkach spraw, nie przewidzieliśmy wielu sytuacji a wszystko pójdzie najgorzej, jak tylko może. Nasza rada na przeciwności losu - cyniczny uśmiech i improwizacja.

Nie będzie mnie przez 6 tygodni, podczas których będę tułał się wraz z moimi kompanami po odległych szlakach północy. Przed nami 4000km. I nie byłbym sobą, gdybym nie nadmienił, że pewna piękna postać będzie w mojej głowie każdej wieczoru, gdy będę siadał w obozie pisać w dzienniku podróży o wydarzeniach minionego dnia.

And now - bring me that horizon!

Pierwszy punkt tułaczki można odhaczyć, z lubelszczyzny powrócił żem był. Nie wydarzyło się nic, z czego wartoby zdać relację.

Jutro przylatuje znajoma z ojczyzny sportów balonowych, państwa będącego gorszą siostrą Francji. Dwa lata zbierała się, żeby mnie odwiedzić, a kiedy w końcu przyjeżdża, ja jestem zupełnie zaabsorbowany innymi sprawami i nie w nastroju do tułania się z nią po Polsce. No ale muszę jakoś wykrzesać z siebie energię i godnie ją ugościć. 

Inną sprawą, która mnie zaprząta, jest wielka wyprawa rowerowa na daleką północ, zostało jeszcze 2 tygodnie i startujemy :-)  O ile wygląda na to, że wszystko zapięte jest na ostatni guzik, o tyle jestem pewien, że z wielu rzeczy, o których zapomnieliśmy zdamy sobie sprawę dopiero w trakcie podróży.

Wakacje planowałem poświęcić na abstynencję od Panny P. (gwiazda ostatnich 6 miesięcy, podczas których nie pisałem na blogu, toteż i o niej żadnej wzmianki zdaje się jeszcze nie było), i całkiem nieźle mi to wychodzi. W tym przypadku reguła co z oczu, to z serca sprawdza się zaskakująco dobrze. Cóż z tego, skoro nadejdzie znów rok akademicki i P. znów mi zamiesza w głowie. Ze wstydem muszę jednak przyznać, że w przypadku tej znajomości jej charakter niewiele znaczy, bo właśnie trafiłem na fotkę jej siostry, a ponieważ są jak bliźniaczki, to w zasadzie uznałem, że zdobyć chciałbym... którąkolwiek z nich. Ugh, ja niewierny.

 


 

Rozpoczynam tournée po Polsce. Jutro lubelszczyzna, w weekend Lublin konkretnie, nästa vecka Poznań, puis Wrocław, puis Kraków, puis Zakopane (a raczej zalane, jak mówią wiadomości), puis Mazury. עוד לא אהבתי די, czyli słońce i wiatr na twarzy. (Nawiasem mówiąc, żydowskie pieśni stały się ostatnią jedną z moich dwu pasji). Słońce i wiatr i cała ta droga przydadzą się, by wywietrzały mi z głowy niedorzeczne myśli. Próżne nadzieje, złudzeń nie mam, obsesje jak ta nie dają się łatwo wytrzebić, a recordação vai estar com mim aonde fui.

Albo lepiej niech ktoś mi podpowie, jak zdobyć dziewczynę wyższą od siebie. Nie, czekajcie, nie mówcie, że to niemożliwe. Ja to wiem. Ale złudzenia niech zostaną, będę miał piękne, rozmarzone wakacje, weryfikacja iluzji przyjdzie jesienią.

Przyznaję, nie spodziewałem się po koleżance takiego... smaku. Heh. Oblizuję się na samą myśl.

... kiss thy drinking buddy. Ojejku no, wesoło było, się śmialo, się piło, to i się pocałowało koleżankę. Wielokrotnie.

Ohh jak dobrze, że to taka, która potraktuje to identycznie jak ja - jak przyjacielski gest, wyraz kumplowskiej sympatii. A przecież jednocześnie nie będę narzekał, że nie było przyjemnie :D

Będzie bez relacji z tego, co w międzyczasie. Okres niepisania wbrew zapewne panującym podejrzeniom <i>eventful</i> nie był, co budzi niepokój jeśli człowiek uświadomi sobie, że takie pół roku to jakby nie było stuczterdziesta część życia. <i>Oh well</i>, wniosek taki, że trzeba by zadbać lepiej o kolejne sześć miesięcy.

Najbliższy miesiąc spędzę więc pracowicie na przygotowaniach do wielkiego przedsięwzięcia, niesamowitej ekspedycji, wyprawy życia. Kupuję więc sprzęt, dzwonię, piszę maile, wysyłam materiały do mediów, organizuję, odhaczam kolejne załatwione punkty.

W połowie sierpnia natomiast ruszamy...
Zabieram się do pisania i zabieram, i dzisiaj wciąż nie mam werwy, więc umieszczam jedynie zapowiedź, że notka powrotna jest w przygotowaniu. Miejmy nadzieję, że jutro rano obudzę się z jasnym umysłem, pełen weny i z gotowym konspektem notki. Tymczasem.