

Pierwszy punkt tułaczki można odhaczyć, z lubelszczyzny powrócił żem był. Nie wydarzyło się nic, z czego wartoby zdać relację.
Jutro przylatuje znajoma z ojczyzny sportów balonowych, państwa będącego gorszą siostrą Francji. Dwa lata zbierała się, żeby mnie odwiedzić, a kiedy w końcu przyjeżdża, ja jestem zupełnie zaabsorbowany innymi sprawami i nie w nastroju do tułania się z nią po Polsce. No ale muszę jakoś wykrzesać z siebie energię i godnie ją ugościć.
Inną sprawą, która mnie zaprząta, jest wielka wyprawa rowerowa na daleką północ, zostało jeszcze 2 tygodnie i startujemy :-) O ile wygląda na to, że wszystko zapięte jest na ostatni guzik, o tyle jestem pewien, że z wielu rzeczy, o których zapomnieliśmy zdamy sobie sprawę dopiero w trakcie podróży.
Wakacje planowałem poświęcić na abstynencję od Panny P. (gwiazda ostatnich 6 miesięcy, podczas których nie pisałem na blogu, toteż i o niej żadnej wzmianki zdaje się jeszcze nie było), i całkiem nieźle mi to wychodzi. W tym przypadku reguła co z oczu, to z serca sprawdza się zaskakująco dobrze. Cóż z tego, skoro nadejdzie znów rok akademicki i P. znów mi zamiesza w głowie. Ze wstydem muszę jednak przyznać, że w przypadku tej znajomości jej charakter niewiele znaczy, bo właśnie trafiłem na fotkę jej siostry, a ponieważ są jak bliźniaczki, to w zasadzie uznałem, że zdobyć chciałbym... którąkolwiek z nich. Ugh, ja niewierny.
Rozpoczynam tournée po Polsce. Jutro lubelszczyzna, w weekend
Lublin konkretnie, nästa vecka Poznań, puis Wrocław, puis Kraków,
puis Zakopane (a raczej zalane, jak mówią wiadomości), puis Mazury.
עוד לא אהבתי די, czyli słońce i wiatr na twarzy.
(Nawiasem mówiąc, żydowskie pieśni stały się ostatnią jedną z moich dwu pasji).
Słońce i wiatr i cała ta droga przydadzą się, by wywietrzały mi z głowy
niedorzeczne myśli. Próżne nadzieje, złudzeń nie mam, obsesje jak ta nie dają
się łatwo wytrzebić, a recordação vai estar com mim aonde
fui.
Przyznaję, nie spodziewałem się po koleżance takiego... smaku. Heh. Oblizuję się na samą myśl.
Będzie bez relacji z tego, co w międzyczasie. Okres niepisania wbrew zapewne panującym podejrzeniom <i>eventful</i> nie był, co budzi niepokój jeśli człowiek uświadomi sobie, że takie pół roku to jakby nie było stuczterdziesta część życia. <i>Oh well</i>, wniosek taki, że trzeba by zadbać lepiej o kolejne sześć miesięcy.
Najbliższy miesiąc spędzę więc pracowicie na przygotowaniach
do wielkiego przedsięwzięcia, niesamowitej ekspedycji, wyprawy życia. Kupuję
więc sprzęt, dzwonię, piszę maile, wysyłam materiały do mediów, organizuję,
odhaczam kolejne załatwione punkty.